Na każdą okazję

Kawały

Na wyspie jest trzech rozbitków: dwudziestolatek, czterdziestolatek i siedemdziesięciolatek.
Na sąsiedniej wyspie była naga dziewczyna.
Dwudziestolatek rzuca się w fale i krzyczy:
- Płyńmy do niej!
Na to czterdziestolatek:
- Spokojnie Panowie, zbudujmy najpierw tratwę.
A siedemdziesięciolatek:
- Panowie, po co?! Stąd też dobrze widać.

Dwóch chłopców spędza wigilię u dziadków.
Przed pójściem spać klękają przed łóżkami, modlą się, a jeden z nich ile sił w płucach krzyczy:
- Modlę się o nowy rowerek, o nowe żołnierzyki, modlę się o nowe DVD.
Starszy brat się go pyta:
- Dlaczego tak krzyczysz, Bóg nie jest głuchy!
- Bóg nie, ale babcia tak.

- Pogotowie, w czym mogę pomóc?
- Stłukłem palec u ręki.
– I dla tego wzywa pan karetkę?
- Nie, dla żony. Mogła się nie śmiać.

Idzie przez pustynię wyczerpany z pragnienia wędrowiec.
Strasznie pić mu się chce.
Nagle widzi, że z daleka ktoś się zbliża w jego kierunku.
Pyta więc nadchodzącego mężczyznę:
- Panie, masz pan wody?
- Nie, mam tylko krawaty.
- A na co mi krawat, kiedy pić mi się chce.
Idzie dalej.
Już z nim coraz gorzej, nagle patrzy na horyzoncie widać oazę.
Resztkami sił doczołgał się do niej.
Przy wejściu do tej oazy stoi mężczyzna.
Wędrowiec pyta go:
- Panie pić mi się strasznie chce, czy mogę wejść?
- Przepraszam bardzo, ale nie. Bez krawata nie wpuszczamy.

Mąż który wyjechał na wczasy kilka dni wcześniej niż jego żona otrzymuje od niej SMS-a:
spóźniłam się na pociąg, wyjeżdżam jutro o tej samej porze.
Mąż szybko wysłał odpowiedz:
Nie jedź o tej samej porze, bo znów się spóźnisz.


Dwa wampiry, ojciec i syn, wybrały się na wycieczkę instruktażową.
W pewnym momencie ojciec pokazuje synowi:
- Widzisz? To jest młoda dziewczyna, trzeba ssać jej krew, tak się żywimy.
Syn dopadł dziewuchę i się pożywia. W pewnym momencie podchodzi do niego ojciec, klepie w ramię i mówi:
- Synu, wystarczy.
- Ale w niej jest jeszcze sporo krwi!
- Synu, odpuść, mówię. Nie jesteśmy prawnikami, do ciężkiej cholery!

Starsza kobieta zaczepia chłopaka w tramwaju.
-Ty to chyba jesteś Chińczykiem,prawda?
-No chyba pani żartuje.
-Eee.na pewno jesteś Chińczykiem.
-Nie, proszę pani.
-A może twoja mama jest Chinką?
-Nie proszę pani, i mój tata też jest Polakiem.
-Ja jednak myślę, że nie chcesz się przyznać. Powiedz, jesteś Chińczykiem, tak?
-W prządku -mówi zdenerwowany chłopak -jestem Chińczykiem.
-No proszę! A wcale na Chińczyka nie wyglądasz!

Uczeń z wymiany
USA.Pierwszy dzień nauki. Nauczycielka przedstawia nowego ucznia.
- To jest Sakiro Suzuki z Japonii.
Lekcja się zaczyna. Nauczycielka mówi:
-Dobrze, zobaczymy jak sobie radzicie z historią.Kto mi powie, czyje to słowa:"Dajcie mi wolność albo śmierć".
W klasie cisza.Suzuki podnosi rękę:
-Patrick Henry, 1775, Filadelfia.
-Bardzo dobrze, Suzuki. A kto powiedział : "Państwo to ludzie, ludzie nie powinni więc ginąć"?
Znowu Suzuki:
-Abraham Lincoln, 1863, Waszyngton.
Nauczycielka do uczniów z wyrzutem.
-Wstydźcie się.Suzuki to Japończyk, a zna amerykańską historię lepiej niż wy!
W klasie zapadła cisza i nagle słychać głośny szept.
-Pocałuj mnie w dupę, pieprzony Japończyku...
-Kto to powiedział?-krzyczy nauczycielka, na co Suzuki podnosi rękę i mówi:
-Genrał Mc Arthur w 1942 roku na Guadalcanal i Lee Iacocca w 1982 roku na walnym zgromadzeniu Chryslera.
W klasie jeszcze ciszej...Ktoś szepce:
-Rzygać mi się chce.
-Kto to?!-wrzeszczy nauczycielka, na co Suzuki odpowiada:
-George Bush senior do premiera Tasaki w 1991 roku podczas obiadu.
Jeden z naprawdę już wkurzonych uczniów wstaje i głośno mówi:
-Obciągnij mi druta!
Na to nauczycielka zrezygnowanym tonem:
-To juz koniec. Kto tym razem?
-Bill Clinton do Moniki Lewinsky w 1997 roku w Gabinecie Owalnym w Białym Domu-odpowiada Suzuki.
Na to inny uczeń:
-Suzuki to kupa gówna!
A Suzuki:
-Valentino Rossi w Rio na Grand Prix Brazylii w 2002 roku!
Klasa popada w histerie, nauczycielka mdleje, do klasy wchodzi dyrektor:
-Cholera, takiego burdelu to ja jeszcze nie widziałem.
Suzuki:
-Leszek Miller do wicepremiera Hausnera na posiedzeniu komisji budżetowej w Warszawie w 2003 roku.

Poszła fama, że w pewnym miasteczku jest cudowne źródełko, które leczy ułomności.
I tak zebrali się przy nim ślepy, garbaty i sparaliżowany na wózku.
Ślepy przemył oczy i krzyknął:
- O rany, ludzie, ja widzę!
Garbaty wykąpał się w źródełku i krzyknął:
- O rany, ludzie, nie mam garba!
Na to sparaliżowany wjechał z wózkiem do wody i krzyknął:
- O rany, ludzie, mam nowe opony!

Sopot... Mandaryna śpiewa... Gdy skończyła, publiczność:
- Jeszcze raz, jeszcze raz!!!
I tak z dziesięć razy.
Pod koniec Mandaryna do publiczności:
- Ja już nie mogę śpiewać.
A publiczność na to:
- Śpiewaj, śpiewaj aż się nauczysz!