Na każdą okazję

Kawały

RSS

Kawały o Bacy

kawały o bacyKawały o Bacy należą do klasyki kawałów. Często są nawet przerabiane w taki sposób, że zamieniany jest podmiot i dowcip zamiast o bacy staje się dowcipem o policjancie, Kowalskim, etc. Baca oczywiście w kawale często występuje razem z Ceprem. Ceper (Cepr) to góralskie określenie turysty przyjeżdżającego z nizin. Równie często w kawałach o Bacy występuje jego żona. Nazywa się ją zwyczajowo Bacową. Kawały o Bacy często opisują przemoc: pobicia, gwałty oraz pijaństwo Górali. Nie powinniśmy jednak, na podstawie tych dowcipów, wyrabiać sobie o góralach błędnego wyobrażenia. W rzeczywistości są to bardzo mili i otwarci ludzie. A to, że chcą ceprów pozbawić wszelkich przywiezionych w góry dutków, to po prostu ich sposób na zarobek w sezonie. Turystów w górach nie ma przecież cały rok.
Rozmawiają dwie gaździny o swoich dzieciach. Jedna z nich się chwali:
- A mój Jasiek to teroz studyjuje w takim uniwersytecie, co to się tak jako nazywo: ugryz - nie, nie ugryz!... użarł - nie, nie użarł... A! Już wim! UJOT!

Pytają bacę:
- Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami?
Baca:
- No.
- Ale one urodziły się tego samego dnia?!
- No...
-... w odstępach piętnastominutowych!!!
- No to co?! Ja mom rower...

Baca został skazany na krzesło elektryczne. Sędzia mówi:
- No baco, macie przed śmiercią jakieś życzenie?
A Baca na to:
- Ja wysoki sędzio tobych tak chcioł, żeby pan sędzia mnie chycił za ręke.

Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy:
- Ło Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!!
Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i:
- Ło Jezu, Jezu, Jezu!
Turysta: Baco! Baco co wam się stało?!
Baca: Mnie? Nic. Ło Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!!
T: A może komuś w waszej rodzinie?
B: Mojej? Ni. Ło Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!
T: No to co tak lamentujecie?
B: Ło Jezu, jak mi się robić nie chce!

Baca znalazł broszurkę, jak odzwyczaić się od jedzenia przez tydzień. Pierwszego dnia miał zamiast posiłków pić po 1/2 szklanki wody. Drugiego po 1 szklance itd. Siódmego dnia półprzytomny z głodu miał wykonać ostatnie polecenie - wysrać się. Poszedł więc za chałupę, kucnął, natężył się i nic. (z pustego to i Salomon...) Siedzi, siedzi, aż nagle słyszy odgłosy jedzenia. Patrzy, a tu mu dupa się pasie!


Turysta zaczepia bace w lesie:
- gdzie jest Giewont?
- Łot.. - turysta zdziwiony, ale pyta po angielsku:
- Łer is Giewont baco?
- Łot.. - odpowiada baca - turysta swoje:
- Łer is Giewont? -
- Łodpierdolzesie nie widzis ze leje!!!

Baca po imprezie widzi taxi i się pyta:
- ile zapłacę na ul. Kostek?
- 20zł
- A dało by się za 15?
- nie
Następnego dnia baca przechodzi koło taksówek i widzi, że pierwszy to ten wredny więc podchodzi od tyłu i każdego taksówkarza się pyta:
- ile na ul. Kostek?
- 20zł.
- Dam panu 50 jak w drodze zrobi mi pan loda.
- Spadaj!
I tak przy każdej taksówce.
W końcu podchodzi do tego wrednego i mówi:
- ile na ul. Kostek?

- Dam panu 50 jeżeli wjedzie pan powoli pod górkę i pomacha swoim kolegom.

Baca leży z gaździną w łóżku. Baca wierci się, aż w pewnym momencie zwraca się do żony:
- Hanka! Alboś się znów nie domyła, alboś łobory nie domkła!

Idzie baca przez poloniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem.
- Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...?

Na ostry dyżur przywożą górala ciężko pobitego, a ten na noszach zwija się ze śmiechu. Lekarz pyta:
- I z czego się pan tak śmieje? Szczęka złamana, cztery żebra też, oko wybite?
Góral na to:
- Ja to nic, ale Jontek ma dzisiaj noc poślubną, a ja mam jego jaja w kieszeni!